czwartek, 27 października 2016

Gdy twój partner ma dziecko

Poznajesz nowego partnera i dowiadujesz się, że ma dziecko lub dzieci z poprzedniego związku. Niektóre z nas obdarzone wielkim lub niespełnionym instynktem macierzyńskim są szczęśliwe z takiego obrotu sprawy i są w stanie zaakceptować cudze dzieci. Choć może to być akceptacja pozorna, jeśli owe dzieci nie mieszkają z partnerem. Pełna to zamieszkanie razem z dziećmi partnera, czyli zgoda na wszystkie plusy i minusy. Zwłaszcza kobiety 30+  które nie mają swoich dzieci chcą obdarzyć je uczuciami macierzyńskimi. Część kobiet uważa, że cudze dzieci to zbędny balast w związku. Jedne zyskują ich sympatię, inne ich nienawidzą. Osoby z “przeszłością” chcą tworzyć związki, ale życie to nie sielanka, ale żeby nie było koszmarem, warto uzbroić się w cierpliwość, wyrozumiałość i być na tyle asertywnym, by nie brać, niektórych wydarzeń z dnia codziennego, do serca. Nastawić się raczej na tryb zadaniowy niżeli roszczeniowy. To nie dość, że ułatwi wspólne życie, to jeszcze sprawi, że nie skończy się na nerwicy, depresji, czy wypalenia.

Obydwie grupy kobiet zdają sobie sprawę z tego, iż prawdopodobnie ich mężczyzna będzie często przedkładał dobro dziecka nad dobro partnerki. Choć wcale nie musi tak być. Większość facetów z którymi rozmawiałam, mówi że dzieci są dla nich najważniejsze. Chcąc nie chcąc, czasem zdają sobie sprawę z tego, że ich partnerka czuje się spychana na drugi plan. Czasem odwołuje spotkanie, bo ma widzenie ( dotyczy rozwodników) lub woli po prostu pobyć sam na sam ze swoim dzieckiem. Niewątpliwe pojawia się to przykre uczucie odrzucenia. Niektóre kobiety zaczynają rywalizować o partnera z jego własnym dzieckiem. Niestety jest to wyraz poczucia strachu o jakość relacji, ale także o przyszłość związku. Bywa, że otrzymujemy propozycję, aby weekend spędzić wspólnie, czyli ty, on i dziecko (dzieci). Co nie oznacza, że ten czas może być stracony. Jednakże kobiety, które żądają od swoich mężczyzn wyłączności, są w takim układzie skazane na porażkę, bo stwierdzenie „ kocham to wytrzymam” nie zawsze przetrwa próbę czasu.

Co możemy zrobić? Odpowiedzieć sobie szczerze na kilka pytań:
  1. Czy kocham go na tyle, ze akceptuje jego sytuację rodzinną?
  2. Czy jestem w stanie pokochać lub/i zaakceptować cudze dzieci?
  3. Czy poradzę sobie podczas wspólnych weekendów, świąt itp.?
  4. Czy potrafię czasem stanąć z boku, znieść słowa typu: „Nie wtrącaj się, to moje dziecko, nie twoje, i to JA wiem, co jest dla niego dobre”

Późne macierzyństwo
Kolejną sprawą jest coraz powszechniejsze późne macierzyństwo. Czasem wynikające z własnych aspiracji, z sytuacji materialnej, braku odpowiedniego partnera. Niektórzy uważają, że lepiej jest mieć dziecko z mężczyzną, który jest już ojcem. Po pierwsze, ma za sobą doświadczenie tacierzyństwa i przez to sam jest bardziej wyrozumiały. Po drugie rozczulają nas ojcowie z wózkami, bądź te zmieniający pieluchy, lub też karmiący  maluszka. Po trzecie i może najważniejsze: bywa że partnerzy tatusiowie chcą mieć „wspólne dziecko” z nowa partnerka.

Trudne sytuacje
Problemem mogą być kłótnie, podczas których wypowiadamy słowa, które mogą bardzo zranić, nawet jeśli są szczerą prawdą :” Tamto dziecko nie jest moje, zatroszcz się o nasze”. Zawsze w takiej sytuacji warto się zastanowić, gdybym to ja była na miejscu drugiej osoby. Łatwo jest zranić bliską osobę, gdy złość przejmuję nad nami kontrolę. Kłótnie o dzieci, rzadko kiedy oczyszczają atmosferę. Dodatkowo dzieci instynktownie wyczuwają napięcia między dorosłymi. I same stają się nerwowe, mają problemy w szkole i zwyczajnie nie radzą sobie z takim obciążeniem.
Instytucja małżeństwa przechodzi w naszych czasach poważny kryzys. Jest coraz więcej samotnych osób z dziećmi. I kobiet, i mężczyzn. I coraz częściej w wieku 30 +  można poznać osobę z tzw. przychówkiem niżeli singla. Taka sytuacja może być korzystna, a wszystko zależy od naszego nastawienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz