środa, 1 lutego 2017

Dlaczego nie warto naśladować blogerek modowych?

Szafiarki, fashionistki to potoczne określenia, które nie są za bardzo lubiane przez blogerki modowe. Dlaczego, bo one pretendują do świata high fashion i chcą być ikonami mody. Nawet jeśli się do tego nie przyznają, zakładają blogi modowe w jakimś celu, nie tylko zarobkowym. Na swoich stronach pokazują stylizacje, czy jak to z angielska nazywają outfitami, lub strojami dnia (the look of the day).
www.pixabay.com/CC0 Public Domain



Większość z blogerek ze świata fashion nie skupia się tylko na strojach, butach, okularach, ale także na relacjach z podróży, głównie zagranicznych i europejskich. Zazwyczaj wybierają się w podróż w kierunku Paryża, Londynu, Nowego Jorku, Barcelony, Lizbony lub miast skandynawskich. Nieliczne zapuściły się do Azji, Afryki, Kuby. Te ostatnie kierunki dotyczą już jednak blogów podróżniczych, które nieskromnie zaczynały od mody. Każda fashionistka dodaje co najmniej kilka, kilkanaście zdjęć z tych wojaży.  Niektóre z nich są naprawdę dobrej jakości. Inne adeptki fotografii muszą wziąć kilka lekcji.
www.pixaabay.com/ CC0 Public Domain


Niestety tu potwierdzają się słowa mojego “profesora od zdjęć”, że nie wystarczy dobry, drogi sprzęt, trzeba jeszcze pomysłu i wyobraźni. Inna zasada, żeby dobrze uchwycić chwilę w fotografii, wpierw należy sobie to zdjęcie wyobrazić.

Najchętniej fotografowanym miastem europejskim jest bez wątpienia Paryż. Mnóstwo zabytków, kawiarnii, knajpek, barów, piekarni, cukierni, księgarni, targi starości i kwiatów. Znajdzie się coś miłego dla oka, i dla podniebienia.

Wracając do stylizacji blogerek w tym cudownym mieście, niektóre wołają o pomstę z nieba, albo diabła, który ubiera się u Prady.  Zazwyczaj jest to płaszcz, bluzka, jeansy, szpilki.Ten ostatni pomysł bardziej polski niż francuski, bo rasowe Paryżanki noszą zgrabne botki, nieśmiertelne loafersy lub baletki, a szpilki tylko na wyjątkowe wyjścia. Powód? Mieszkanki znad Sekwany stawiają przede wszystkim na wygodę, a ona też może dobrze wyglądać. Liczy się bowiem jakość, a nie ilość.  Luzu, asertywności można się uczyć, ale nonszalancji, dobrego gustu i przede wszystkim autentyczności nie uczą nigdzie. Z tym się rodzimy, albo jesteśmy tego pozbawieni.  Blogerki silą się na kopiowanie stylu paryżanek z marnym lub przeciętnym skutkiem.

www.pixabay.com/ CC0 Public Domain
Dlaczego nie warto ślepo naśladować blogerek?


Niektórzy z nas powiedzą,  wystarczy mieć sylwetkę (im chudszą, tym lepiej), trochę środków na karcie kredytowej na zakup ciuchów, butów, okularów i już można założyć bloga modowego?! Oczywiście liczy się też pomysł i idea, która będzie przyświecać blogowi. Większość z nich ma rozmiar XS, S, lub ewentualnie M.
Inne znowu zowią się blogerkami/modelkami plus size. Teoretycznie plus-size to rozmiar 40/42, L/XL. One nie mają kilku nadprogramowych kg, ale otyłość I, II a nawet III stopnia, co wymaga leczenia. Mają rozmiary 50 + lub  XXXXL. Skąd ta rozbieżność? Blogerki są albo chude, albo grube. Przeciętne, zdrowe  i dorosłe kobiety mają rozmiar 38/40/42. I są piękne.


Jeśli blogerka jest wysokiego wzrostu, to logiczne  że jej niska fanka, nie będzie dobrze wyglądać w takim samym ubraniu. Jeśli ma inną figurę (np. blogerka- lizak, czytelniczka-gruszka, to wiesz jak to się skończy- będzie rozpaczać, że jej uda nie wyglądają dobrze np. w rurkach. Mimo zapewnień blogerki, że to najbardziej uniwersalne spodnie na świecie.


Podobnie z typem urody, jeśli nie jesteś brunetką, jak ulubiona blogerka, tylko polską, czyli ciemną blondynką (spokojnie nie mówię o twojej inteligencji) to niektóre kolory wcale nie dodadzą Ci urody. W ostateczności będziesz wyglądać, jak topielica, i uwierz mi, że nie pocieszy Cię fakt, że twoja idolka nosi taki kolor i wygląda świetnie. Poczujesz się fatalnie. A mówi się, że moda ma dodawać odwagi, radości. Uważaj następnym razem, żeby w szale zakupowym zachować rozwagę (dlatego nie idź na zakupy, jak jesteś w złym humorze, bo możesz go sobie jeszcze bardziej pogorszyć). Moda sprzedaje marzenia, a upadek na ziemię może być wyjątkowo bolesny.


Chodzi o kasę. To mało odkrywcze. Zastanów się, czemu blogerka ma czasem na sobie rzecz, w której wygląda źle i tak się czuje (jej mina i poza wszystko Ci powie). Podpisała umowę/kontrakt/zobowiązanie, że w stylizacji wykorzysta ubranie, buty, paski, okulary, torebki, biżuterię danego reklamodawcy. I musi się z niej wywiązać. Biznes baby!


Czy blogerki modowe i ich portale są nam potrzebne do szczęścia?


Dla każdego jest miejsce w realu, czy też w Internecie. Każdy może robić, co chce i jak chce. Bywa, że blogerki modowe mają wpływ na nasze wybory zakupowe i wcale nie jest to złe. Bywa, że powiedzą prawdę, że buty są niewygodne, materiał, z którego jest wykonany podkoszulek nie oddycha, że krem uczula, a po farbie wypadają włosy. Potem pojawi się post z reklamą suplementu diety, który ma uratować pechowe włosy blogerki. Tak to działa!

Z drugiej strony możemy być wdzięczne za ich szczerość. Może to niektórych z nas uchroni przed błędną decyzją. Z tymże nie ufamy blogerkom na 100% mimo że,  ich rola,  jak doradców,  jest nie do przecenienia. Nikt już nie chce słuchać specjalistów, woli czytać  blogi. Pamiętajmy tylko, żeby być sobą. Nie kopiować na siłę cudzych pomysłów, czy to na życie, czy na stylizację.

Nie porównujmy się z nikim, bo tylko możemy zrobić sobie krzywdę. Jeśli chcemy czegoś spróbować, zróbmy to dla Siebie, a nie dlatego, że to jest modne. Nadal pozostaniesz wartościową osobą, nawet jeśli z czegoś zrezygnujesz. Czasem ta rezygnacja sprawi, że poczujesz się wolna, a co najważniejsze, szczęśliwa.

I tego życzę Wszystkim Czytelnikom mojego Bloga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz