sobota, 25 lutego 2017

Prawdziwe przyczyny niżu demograficznego

Polityka prorodzinna, wysokie dodatki socjalne,  programy typu 500+  są dobrym pomysłem. Dlaczego niektórych nawet kasa nie przekonuje?! Odpowiedź jest prosta: normalny, zdrowy na umyśle człowiek, nie planuje rodzić dzieci dla zysków. Dzieci powinny być chciane i kochane, i poczęte z miłości dwojga dorosłych ludzi. Nie poczęte pod wpływem alkoholu, narkotyków czy też na skutek gwałtu albo w celu polepszenia sytuacji materialnej. Pomoc ze strony państwa jest kluczowa, podobnie jak  umowa o pracę i własne mieszkanie (bardzo często wysokie kredyty spędzają sen z powiek, w połączeniu z umową śmieciowa, to zaciśnięty stryczek na szyi).
www.pixabay.com/CC0 Public Domain


Dlaczego polskie kobiety nie rodzą dzieci tak, jak ich matki, babki i prababki?
Każda epoka, dekada rządzi się swoimi prawami. W latach 50-tych na skutek odłożonej prokreacji ze względu na czasy powojenne nastąpił prawdziwy boom demograficzny. Rozwój miast, rolnictwa i innych gałęzi gospodarki, a także rozwój medycyny sprawił, że rodziło się dużo dzieci. W latach 30 i 40-tych także rodziły się dzieci, ale umieralność noworodków była na zatrważającym poziomie. Ponad pół wieku temu specjaliści prowadząc badania określili, że na terenach wiejskim zawsze rodziło się więcej dzieci niż w miastach. Ta tendencja utrzymuje się do dziś, podobnie jak to że więcej kobiet żyje w miastach niż na wsi. Dawniej rolą kobiety była praca w domu, opieka nad dziećmi i seniorami. Wraz z rozwojem edukacji, kobiety postawiły na studia i pracę. Marzyły, aby uniezależnić się finansowo od mężczyzn. I to nie powinno nikogo dziwić. Pozostałym pasowało i pasuje by na czyimś utrzymaniu. Inne nie miały wyjścia, bo partner tak mało zarabiał, więc żeby rodzina przeżyła, kobiety musiały pracować. Jednak wraz z wieloma godzinami spędzonymi w pracy nie mają czasu na rodzenie i wychowywanie dzieci. Także ciężka praca fizyczna i umysłowa, i związany z aktywnym trybem życia- stres i pośpiech ma wpływ na płodność u kobiet.


Niektóre kobiety mogą mieć dzieci, ale nie chcą.
Są młode, zdrowe ale nie spieszą się do rodzenia. Uważają, że studia i zdobycie oraz utrzymanie stałej pracy jest priorytetem. Chcą sobie wpierw zapewnić zabezpieczenie finansowe oraz bytowe-biorą kredyty na mieszkania. Nie każda otrzymała mieszkanie w spadku po rodzicach, czy dziadkach. Są osoby, które po kilku lub kilkudziesięciu latach pracy w korporacji, doznają wypalenia zawodowego i potem zmieniają zdanie, stawiając przede wszystkim na rodzinę. Inne natomiast tak zafascynowane kultem piękna i młodości, nie chcą poświęcać urody na ciąże i porody. Nie przekonuje ich twierdzenie, że  po ciąży jest możliwe, by odzyskać figurę. Jako argument, podają jednak, że nie każdej się to udaje. Sugerują się także opowieściami koleżanek, że partner lub mąż ich porzucił, bo straciły urodę-dorobiły się nadwagi, rozstępów, blizn, zmarszczek, siwych włosów itp.  Boją się, że i to ich spotka, zwłaszcza gdy swoje samopoczucie i samoocenę uzależniają od opinii faceta.  Kobiety, dla których miłość faceta jest ważniejsza niż posiadanie potomstwa, może celowo unikać ciąży, przez cały okres swojej płodności.  Kobiety są odważne, i często przyznają bez żadnego zażenowania, że obawiają się po porodzie jakość ich życia seksualnego znacznie się obniży. Te, które jednak zdecydują się na ciążę, od razu umawiają się na cesarkę, by nie narazić się na urazy narządów płciowych. Podczas, gdy cesarka według wskazań medycznych jest ratowaniem życia dziecka oraz matki.
Jest też grupa kobiet, które mimo dobrego zdrowia oraz sytuacji finansowej nie chcą rodzić, bo cierpią na tokofobię-lęk przed ciążą, porodem, i zwłaszcza przed silnym i wielogodzinnym bólem. Bardzo często kobiety, które cierpią na endometriozę oraz te u których miesiączka ma z reguły ciężki przebieg, mówią wprost że mają dość bólu w swoim życiu. I chcą, żeby ograniczyć ból porodowy do minimum. Obawiają się, że dostaną depresji poporodowej i nie będą mogły zająć się dzieckiem. Jedną z jej przyczyn jest właśnie cierpienie doznane podczas porodu i odrzucenie noworodka, jako sprawcy bólu. Albo i unikanie zbliżeń z partnerem/mężem, aby tylko nie zajść w ciążę i znów nie przechodzić tego samego. Niektóre poddają się już całkowitej sterylizacji, bo uważają, że antykoncepcja to za mało, i może ich zawieść. Czasem pomaga psychoterapia, ale najbardziej działa pewność, że w razie nieradzenia sobie z wielogodzinnym cierpieniem można zastosować skuteczne znieczulenie.  W naszym kraju wciąż uznawane za fanaberię. Nie każdą kobietę stać na poród w prywatnej klinice, chociaż i te chcą przekonać kobiety do rodzenia u nich, proponując płatności na raty. Nie wszystkie kobiety wymagają znieczulenia, ale świadomość, że jest taka możliwość w razie  trudnej sytuacji jest komfortem psychicznym.
www.pixabay.com/ CC0 Public Domain


Niektóre kobiety chcą mieć dzieci ale nie mogą.
Wiele par w kraju leczy się na niepłodność, zarówno pochodzenia kobiecego, jaki i męskiego.  Kobiety przyznają także, że  nie spotkały odpowiedniego partnera. Mówią wprost, że nie udaje im się spotkać osoby, która mogłaby być ojcem ich dzieci. Kobiety podobnie jak mężczyźni mają wymagania. Nie da się zmusić nikogo do miłości.
Co to znaczy nieodpowiedni partner wg kobiet?  Wcale nie chodzi tyle o wygląd (tu każdy ma swoje wyobrażenia), a raczej o cechy charakteru oraz pozostałe czynniki jak: poziom i rodzaj wykształcenia, rodzaj wykonywanej pracy, wynagrodzenie, sytuacja bytowa, choroby genetyczne, pochodzenie,  odmienny światopogląd, jeśli chodzi o związki/małżeństwa, ilość dzieci, religię, politykę, edukację, niedopasowanie seksualne a także styl życia (kanapowy, sportowy, imprezowy itp.)


Wracając do leczenia bezpłodności.  Nie wszystkie pary mają do niego łatwy dostęp. Leki hormonalne i procedury, takie jak in vitro, nie są tanie. Państwo raz mówi, że będzie je finansować, bo przecież mu zależy na walce z niżem demograficznym, a z drugiej strony mówi, że to ogromny wydatek  i stawia limity, i ograniczenia dla takich działań. Kontrowersyjność in vitro podsycają księża, którzy nie popierają tej metody, nazywając ją nienaturalną i niemoralną. Co więcej nawet lekarze potrafią się sprzeciwiać zapłodnieniu pozaustrojowemu, powołując się na klauzulę sumienia.
www.pixabay.com/ CC0 Public Domain

Ci lekarze przysięgali pomagać i leczyć, ale  zapominają, że in vitro to rodzaj leczenia. Kościół dla niepłodnych par proponuje adopcję. Nie wszyscy jednak chcą się jej podjąć. Procedury adopcyjne są także długotrwałe. Księża, lekarze i inne osoby, które sprzeciwiają się in vitro zapominają o jednym, że przecież godzą się na przeszczepy narządów od innych dawców. To działanie czysto egoistyczne, bo chodzi o przedłużanie życia. Każdy chce żyć jak najdłużej. Nikt nie chce się  godzić się na śmierć, bo to trudny temat. Przesuwają w czasie wybicie ostatniej godziny. A zabraniają metody in- vitro, która  jest nie tylko przedłużeniem życia, ale przede wszystkim jego powołaniem. Czyli korzystnym aktem, z punktu widzenia i biologii, i religii, która głosi że celem małżeństwa jest zrodzenie dzieci.  Z kolei umieszczanie obcych tkanek, narządów w ciele chorego, nie uważają za coś niemoralnego.

Kiedyś pewien zakonnik powiedział, że Bóg daje choroby, ale także daje człowiekowi rozum, aby wymyślił lekarstwa, bo zostawia go tu wraz z bogactwa zasobów ziemskich. Dzięki postępowi nauki, człowiek znajduje wiele rozwiązań. I właśnie z tym tak trudno pogodzić się przeciwnikom in vitro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz