wtorek, 21 marca 2017

Jak demonstrować poglądy na ulicy?

Ostatnie czasy pokazują, że w społeczeństwie jest silna potrzeba manifestacji, strajków, marszy. Historia naszego kraju, ale i świata pokazuje, że czasem nie ma innego sposobu, aby ujawnić swoje niezadowolenie z reform. Podczas gdy jedni zastanawiają się jak ograniczyć lub wręcz przeciwnie umożliwić organizowanie różnych akcji, warto się zastanowić, czy warto brać w tym udział a jeśli tak, to jak zrobić  to dobrze.Biorąc udział w demonstracjach jesteśmy często narażeni na bliski kontakt z awanturnikami i ich bronią (kamieniami, petardami, kijkami, jajkami, garnkami, pokrywkami itp.) Niewybredne teksty na plakatach oraz często wulgarne zdjęcia na transparentach, kukły i karykatury polityków, księży to standard takich manifestacji. Dwuznaczne teksty pokazują ,,inwencję twórczą” zdenerwowanych uczestników. Krzyki, hasła, przekleństwa stały się normą takich zbiegowisk. Młodzież i dzieci są narażeni na ten cyrk. Wyrabiają sobie poglądy od najmłodszych lat. Warto się zastanowić, co wiem o organizatorach, o ich wartościach, postulatach.  Czy to jest zgodne z moim światopoglądem, z moim  kodeksem etyki i dobrego smaku? Czy udział w manifestacji jest dla mnie czymś ważnym i potrzebnym? Czy temat manifestacji jest zgodny z moimi przekonaniami?



Jak skutecznie manifestować?
Ostatnio kilku reporterów przygotowując sprawozdanie z manifestacji zapytało kilka starszych kobiet, co tutaj robią i o co walczą. Pytanie banalne, ale tylko dla osoby, która wie po co tam jest.  Nie potrafiły odpowiedzieć, tylko zaczęły stukać pokrywką w garnek. Po co ? Żeby było głośniej? I tak było. Żeby przepędzić reportera. On i tak nadal pytał, bo taka jest jego praca. A może żeby nie myśleć, tylko iść z bezmyślnym tłumem, bo skoro inni idą, to i ja idę.  Te panie nie wiedziały, co odpowiedzieć, bo nie znały postulatów organizatorów. A może nie chciały o nich głośno powiedzieć. Może się bały, a może nie spodziewały się, że reporter podejdzie akurat do nich. Ich obecność, tam,  mijała się z celem. Ewentualnie chodziło o to, aby było więcej manifestujących. Potem nieliczne odpowiadały, że uczestniczą, żeby wnukom lepiej się żyło. Młode uczestniczki natomiast jasno mówiły o co im chodzi, o jakie prawa walczą, czego sobie życzą, a czego nie mogą dostać. Były zdeterminowane i konkretne.

W strajkach i demonstracjach biorą udział ludzie z różnych środowisk. Znane są strajki pielęgniarek, górników, listonoszy, mieszkańców zawłaszczonych kamienic, pracowników wojska oraz kobiet. Kobiety wyszły na ulicę, bo nie chcą aby o ich życiu intymnym a przede wszystkim zdrowiu decydowali politycy oraz księża. Akcje w Internecie, na portalach społecznościowych oraz na ulicy dowodzą o silnej motywacji. Włączanie się w akcje znanych aktorek, piosenkarek, modelek i polityków pokazuje rozmach tej akcji. Kobiety nie chcą być marionetkami w rękach naukowców-lekarzy, którzy robią doświadczenia na ludziach, polityków, którzy liczą na na to, że wyż demograficzny uchroni kraj przed katastrofą finansową oraz w rękach księży,którzy uważają antykoncepcję za grzech śmiertelny. Podczas, gdy sam Papież Franciszek zezwolił na jej używanie w określonych sytuacjach zdrowotnych. Dzieci zawsze będą się rodzić, gdy dwoje ludzi tego chce. Innych nie przekona nawet program 500 +. Pozostali nie mogą rodzić, bo nie chcą skazać siebie na śmierć lub na śmierć, i siebie, i  dziecka. Dlatego też pozostają bezdzietni lub adoptują dzieci, które zostały porzucone przez nieodpowiedzialnych rodziców. Tzw. pijackie rodziny pobierają pieniądze z państwa, rzekomo na dzieci, a właściwie na nieograniczoną ilość wódki. Los i przede wszystkim warunki mieszkaniowe i życiowe tych dzieci się nie poprawiają. Uzewnętrznianie swoich  poglądów poprzez akcje na ulicach wymaga odwagi i determinacji oraz wiedzy. I nie ma w tym nic złego, póki nikt nie jest publicznie obrażany oraz gdy wiemy, o co walczymy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz