czwartek, 20 kwietnia 2017

Brzydal vs Przystojniak. Relacja z randek.

Pisząc ten artykuł, chcę się z Wami podzielić kilkoma spostrzeżeniami. Nie są to wywody naukowe a raczej wnioski z przymrużeniem oka. Każdy czyta je na swoją odpowiedzialność. Wynikają z obserwacji i wielu niekończących się rozmów. Poniżej relacje na gorąco z czerech randek, z dwoma brzydalami i dwoma przystojniakami. Moja pewność siebie, niezależność, odpowiednia doza humoru, poziom atrakcyjności sprawia, że dosyć często jestem zapraszana na randki, co  nie oznacza, że zawsze przyjmuje zaproszenia. Wynika to albo z braku czasu mojego albo z braku chęci. Czasem i z jednego, i z drugiego. Niektórzy mogli boleśnie przeżyć moją odmowę, ale kto powiedział, że można mieć wszystko, o czym się zamarzy?!  Ja też nie mam wszystkiego i żyję. Z drugiej strony nie staje na głowie, by spełniać wszelkie zachcianki, czy to swoje, czy kogoś.  
www.pixabay.com/CC0 Public Domain



Brzydal nr 1/randka nr 1
Kiedyś niezbyt urokliwy kolega zaprosił mnie na pizzę. Nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Był zimny, szary kwietniowy dzień. Ciepła i klimatyczna włoska knajpka okazała się strzałem w dziesiątkę. Pomyślałam, żeby tylko ów kolega nie wyobrażał sobie za dużo. Oczywiście przyszedł w zabłoconych butach, czego ja osobiście nie znoszę. Nie podobała mi się także jego bluza, ala gimnazjalne klimaty....a tu facet po 30-tce. No i zaczęło się…
Jego niekończące się opowieści o pracy, rodzinie, innych randkach. Złorzeczenie na kobiety, jakie to są wredne księżniczki. Tak się rozkręcił, że nie omieszkał dodać, że swój pierwszy raz przeżył z 45-letnią kobietą, bo żadna rówieśniczka go nie chciała. Nie wiedziałam czy mam go pocieszać, czy gratulować, więc zajadałam w milczeniu oliwki. Inne powalające szczegóły z jego życia intymnego, pominę. On kontynuował, a ja zauważyłam, ile facetów i kobiet mnie obserwuje. Z sąsiedniego stolika, dochodziły do mnie głosy dwóch facetów: “ taka ładna, a taki brzydal” co drugi skwitował: “ miłość jest ślepa”. A przystojny i uśmiechnięty kelner przyniósł mi na koszt firmy pyszny drink, bezalkoholowy. Momentami już nie wytrzymywałam ze śmiechu. Innym razem, czułam się, jak psychoterapeutka, który za niedługo sama będzie potrzebowała terapii anty- szokowej.


Przystojniak nr 1/ randka nr 2
A co się wydarzyło na randce z przystojniakiem z prawdziwego zdarzenia?! Najpierw powiem Wam, czym mnie zauroczył, i wcale nie była to ładna twarz według współczesnych standardów. Od razu rzuciły mi się w oczy, jego zadbane ząbki, czyste dłonie i paznokcie, fryzura (świeżo przycięte włosy) wyprasowana i świeża (może nawet nowa) koszula,  idealnie dopasowane spodnie (nie za szerokie, nie za wąskie, nie za krótkie, nie za długie). Byłam zachwycona. Tak wygląda facet z klasą, pomyślałam. Dużo rozmawialiśmy, o pracy, i o życiu. Nie krytykował swoich ex, więc i tu zyskał moją aprobatę, bo która kobieta chce słuchać o swoich ewentualnych poprzedniczkach?! Zwracał  uwagę, nie tylko kobiet, ale i mężczyzn. I wcale mnie to nie dziwi, że podobał się obydwu płciom. Nie chodzi tu o biseksualizm, czy homoseksualizm, ale o to, że lubimy atrakcyjne osoby  niezależnie od płci. W toalecie, jakaś pani po 50-tce zapytała mnie, gdzie poznałam narzeczonego?!Nie mogłam jej wyprowadzić z błędu, że ten przystojniak to tylko kolega. W końcu, jak już jej to wytłumaczyłam, odparła rozkazującym tonem: “Bierz go, kobieto!” Kiedyś wyczytałam w internetach, że to 40- stki są ryczące, to w takim razie 50-tki to prawdziwe lwice, ryczące, drapiące i pożerające swoje ofiary. A jej koleżanka wypytywała, gdzie kupiłam akurat tę sukienkę i tę torebkę. Tak jakby chciały mieć coś, co ja, co ułatwiłoby im znalezienie się w mojej sytuacji.


Brzydal nr 2 randka 3
Umówiłam się  z kolejnym,  urodziwym inaczej,  kolegą. Znaliśmy się jakieś pół roku, i w końcu udało nam się dogadać z terminem spotkania. Dlaczego tak długo, już pospieszam  z wyjaśnieniem. Ja miałam czas tylko w weekendy, a on jak na złość mi, tylko w tygodniu. Mnie tłumaczyła praca, która wraz z dojazdem zajmowała mi około 10-12 h. Byłam codziennie tak wykończona, że tylko w weekendy byłam skłonna do życia towarzyskiego. Kolega w tygodniu po 6 h pracy był wolny i całe popołudnia należały do niego. Zazdrościłam mu, i to bardzo. Nie wiem, co on robił w weekendy, że nigdy nie miał nawet 2 h w sobotę lub w niedzielę, dla mnie. Nie miał żony ani dziewczyny. Niestety nie zapytałam, czy ma chłopaka. Uznałam, że mu nie zależy na spotkaniu, a także i na mnie. Obraziłam się. Zostałam przeproszona, gdy w końcu kolega wpadł ze swoimi kłamstwami. Może inaczej by tego nie zrobił. Nie będę się rozwodzić, ale chodziło o to, że on miał jedną chrześnicę, a wyszło że mała miała dwie komunie, tydzień po tygodniu. Niektórzy faceci potrafią strasznie kłamać, dobrze że przy okazji znają słowo: przepraszam, bo inaczej uznałabym ich za nieudany gatunek zwierzęcy. Prowadziłam z nim dosyć ciekawe dyskusję sms-owe, ale żeby się nim spotkać, wzięłam wolny piątek. Zrobiłam to, poświęciłam się. Dla niego! Ja chyba za dobra byłam! Całe spotkanie biadolił, że powinnam zmienić pracę. A potem zszedł na temat sportu. Nie, to nie było nic zbereźnego! Chwalił się, że dzięki jeździe na rowerze zrzucił nadwagę i ma większe branie. I zaczął wyliczać, co jeszcze musi zrobić, żeby się upiększyć, np. założyć aparat ortodontyczny i zrobić dwie licówki, bo od otwierania piwa skruszył sobie jedynki.  Patrzyłam na niego z politowaniem. To była wychodzona randka, bo “pan rowerzysta” nigdzie nie chciał usiąść, a ja miałam na nogach buty z obcasem. Dobrze, że miałam w torebce małą  butelką staropolanki, bo inaczej bym się porządnie odwodniła. Dzięki niewygodnym butom, byłam jedyną osobą w tym towarzystwie, która straciła nie tylko kalorie, ale i czas na tego przyszłego bożyszcza kobiet.


Przystojniak nr 2 randka 4
Umówiłam się z tym osobnikiem, bo prosił mnie o spotkanie jakieś 2 m-ce. Poza tym trochę się zdziwiłam, jak wysłał mi mms-a na którym zobaczyłam go w wannie pełnej piany. A treść tego mmsa-a brzmiała mniej więcej tak : “ Jeszcze tylko kąpiel i już się szykuje, zaraz będę. Proszę, poczekaj!  Uznałam to, za mały zgrzyt, ale uśmiałam się przednio. Większość dziewczyn może by sobie go już podarowało. Ja uznałam, że zapoznam się z tym ciekawym przypadkiem. Ale potem zaczął gadać od rzeczy, że np. powiększył sobie usta, bo wcześniej to posiadał genetycznie małe usta i nie miał czym całować pięknych dam. Od razu w oczy rzuciła mi się jego wykremowana a może nawet i przypudrowana twarz oraz sportowa sylwetka i lekko krzywe nogi.  Przyznał się, że trenował kiedyś lekkoatletykę. Zapytał, czy może i ja biegam, bo mam nogi też mam lekko krzywe. Hmm, czy to chce usłyszeć kobieta?! Zero kultury i obycia! Powiedziałam, mu że jest niewychowany. Odpowiedział. że on chce się oddać mojemu wychowaniu. Łapanie za słówka, droga donikąd. Przyznał się, że obecnie nie trenuje, bo nabrał masy i dlatego zamówił tylko sałatę. No cóż, nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała mu, żeby zjadał więcej cykorii, bo ponoć w ten sposób odchudzają się króliki.

Jaki jest wniosek z tych czterech randek? Każdy przypadek wymaga indywidualnego podejścia specjalisty:) Tylko, że ja nie jestem dyplomowanym psychiatrą, ba, nie jestem nawet psychologiem. Lubię ludzi. Ich wady czasem mnie śmieszą, czasem rozczulają. Sama także nie uważam się za ideał. Życie jest piękne, różnorodne, zaskakujące !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz