poniedziałek, 15 maja 2017

Wynajem czy kupno, czyli jak (nie) zostać gołodupcem

Temat mieszkania dotyczy nas Wszystkim. Jeśli nie odziedziczyliśmy mieszkania czy domu po rodzicach lub dziadkach, przyjdzie moment zastanowienia, czy nadal wynajmować u obcych czy kupić swoje lokum. Oczywiście to ostatnie wiążę się z dużym wydatkiem i większość osób jest zmuszona wziąć kredyt na 10-20-30 lat. Czy można jednak być szczęśliwym bez własnego mieszkania czy domu?! Czy da się żyć na wiecznym wynajmie?!
www.pixabay.com/CC0 Public Domain

Oczywiście nad plusami zamieszkania we własnych czterech ścianach nie ma się nawet co zastanawiać. Jakie są plusy i minusy mieszkania na wynajmowanych kwaterach, pokojach, stancjach?! Tu bywa różnie. Wiele zależy od naszych oczekiwań, przyzwyczajeń. Polecam artykuł tu

Kupno mieszkania wiąże się z dużym stresem. Zwłaszcza, gdy spojrzymy na kredyt. Zwolennicy mówią, że warto się pomęczyć, żyć oszczędniej, by jak najszybciej spłacić raty. Warto też zabezpieczyć przyszłość swoich dzieci a nawet wnuków. Nie trzeba się tułać po wynajmowanych pokojach, zwłaszcza gdy ma się już dzieci, gdzie jesteśmy zdani na łaskę właścicieli. Wiele osób jest jednak przerażonych wizją kredytu, bo nie ma co ukrywać, że do kwoty jaką zaciągamy z banku, należy doliczyć jeszcze oprocentowanie i ubezpieczenie, a to może oznaczać około ⅓ dodatkowych kosztów, które doliczymy do kwoty podstawowej.  

Trochę inaczej mogą myśleć osoby, które rodziny nie założyły lub wręcz jej nie planują, a do tego jeżdżą w częste delegację, i pół życia spędzają w hotelach. Albo co gorsza mają tak niestabilną sytuację finansową, pracę, którą wykonują i rodzaj umowy (zlecenia, dzieła) nie przynosi im poczucia bezpieczeństwa. Takie osoby albo w ogóle nie dostaną kredytu, albo go nie wezmą ze strachu, bo wiedzą że być może będzie problem z “wyskubaniem” kasy na kolejną ratę.

Ponadto są osoby, które nie chcą ugrzęznąć w jednym miejscu. Obawiają się, że skoro gdzieś już kupią kawalerkę, większe mieszkanie lub dom, to zapuszczą korzenie. I będą musieli do końca życia mieszkać w jednym miejscu. Dla wielu osób to komfortowa sytuacja, ale dla tych niespokojnych dusz, które wciąż szukają swojego miejsca na ziemi, może być przytłaczająca. A nawet odbierająca energię do dalszej egzystencji, czy też rozwijania się zawodowo. Przeciwnicy takiego myślenia od razu odpowiedzą, że nawet jak żyje się w rozjazdach to warto mieć swój kąt, aby naładować akumulatory. I warto im przyznać rację. Ponadto zawsze można sprzedać mieszkanie, a kupić gdzie indziej. Trzeba mieć tylko na uwadze, że mieszkania na parterze i od 6 piętra wzwyż, oraz te pod dachem, sprzedają się trudniej i dłużej. Podobnie jak, te bez balkonu.

Lepiej więcej niż mniej
W wielu krajach Europy Zachodniej czy też USA młodzi ludzie (20-30 lat) a nawet ci starsi (40-50 lat) wolą wynajmować, niż  kupować. Interesuje ich lokalizacja blisko centrum życia zawodowego i towarzyskiego. Rezygnują z obrzeży czy prowincji, na rzecz atrakcyjnej lokalizacji. Niektórzy też cieszą się że będą mieszkać ze współlokatorami, a nie samotnie. Na świecie rośnie ilość singli, ale to nie oznacza, że są samotni, mogą być co najwyżej wolni. Ci co mają więcej kasy, mają i dom na prowincji (gdzie odpoczywają w weekend) i kawalerkę lub większe mieszkanie, które zamieszkują z innymi w tygodniu, w dużej aglomeracji. To jest oczywiście zdecydowana mniejszość.

Wynajem w Polsce a za granicą
Niestety ten fragment tekstu będzie lekko tendencyjny. Otóż w Europie Zachodniej czy USA jest znacznie lepiej niż w naszym kraju. Można się z tym nie zgadzać, ale różnice są zauważalne. W Polsce najłatwiej mają studenci i absolwenci jeśli chodzi o wynajem pokoju czy mieszkania. Właściciele wolą studentów, bo oni podpisują umowy o najem długotrwały. Przeciwnicy studentów mówią wprost, że potem mieszkania zmieniają się w chlew, oborę lub burdel na kółkach. Jednakże po 30 r. ż trudniej znaleźć pokój do wynajęcia, trochę łatwiej-kawalerkę. Znam to z autopsji, jak i ze zwierzeń znajomych. Kiedyś tzn. mam na myśli czas około 5-10 lat temu, wystarczył tydzień żeby coś znaleźć. Dwa czy trzy spotkania i można było coś wybrać. Obecnie setki telefonów, castingi na współlokatorów, przesłuchanie przez właścicieli, długi czas czekania na odpowiedzi lub niedoczekanie się jej. Dobry miesiąc może zejść na szukaniu dachu nad głową, w postaci tylko jednego pokoju. Właściciele od tych starszych chętnych żądają kserokopii umów, wysokości zarobków, dopytują się o stan cywilny, dzieci a nawet o orientację seksualną. W myśl zasady, że w pewnym wieku należałoby mieć żonę, czy też męża. W sumie to nie ma się co dziwić, jak żądają po 800-1000 zł za pokój jednoosobowy (mam na myśli Warszawę i inne miasta wojewódzkie, w których mieszkałam) to chcą sprawdzić, czy ktoś jest w ogóle wypłacalny. Druga sprawa kwestia kaucji (jako zabezpieczenie mienia, czy też ostatniego m-ca na wynajmie). Teoretycznie powinna wynosić ⅓ wartości czynszu na który się umówiliśmy, ale w praktyce, wygląda to tak, że pierwszego m-ca musisz zapłacić z góry i czynsz, i kaucję w tej samej kwocie. Właściciele mieszkań celowo o niej wspominają (wcale nie chodzi o to, że rozbijesz okno i oni z tej kaucji go naprawią) owszem może się tak zdarzyć, ale także o to, by Cię sprawdzić, czy żyjesz od pierwszego do pierwszego, czy masz po prostu jakieś oszczędności. Na wypadek utraty pracy. Chcą się po prostu zabezpieczyć. W sumie to nie ma się czemu dziwić.
www.pixabay.com/CC0 Public Domain


Wracając do zagranicy, tam Cię nikt nie będzie wypytywał o kwestie rodzinne, osobiste czy seksualne. Za bardzo boją się negatywnych opinii krążących nie tylko w necie, o ciekawskich właścicielach lub co gorsza rasistów. Jeśli płacisz to Ty wymagasz. Gdy wynajmujesz dom, to za pewne masz więcej kasy, i jeśli coś się zepsuje, to raczej naprawisz to z własnej kieszeni, no chyba że umówiłeś się inaczej. I dlatego jak coś nie gra, możesz mieć pretensje do siebie. Jeśli godzisz się na mniejszą lub większą norę, bo stan twoich euro czy dolarów tylko na to Ci pozwala, to do kogo możesz  mieć pretensje. Tylko do siebie. Po za tym za granicą właściciele lubią tych najemców, co podpisują z nimi umowy na pół roku, rok a nawet dłużej. Bywa, że często jest to pisemna umowa cywilno-prawna która traktuje o spłacie czynszu z góry na najbliższe pół roku lub nawet rok z góry.  

U nas jeszcze się tego nie praktykuje, bez problemu znajdziesz pokój na 3 m-ce, ale czynsz z góry obejmie 2 m-ce.  Bywa, że i bez umowy możesz wynająć pokój lub mieszkanie. Bywa to jednak niebezpieczne. W każdej chwili możesz stamtąd wylecieć. Umowa ustna, też Cię nie chroni. Zapłata czynszu do ręki, jest szczytem naiwności. Tylko umowa lub/i przekazy bankowe są w stanie udowodnić, że jesteś pełnoprawnym najemcą.

Jednak, to co jest za granicą (zwłaszcza w USA) to  prędzej czy później będzie i u nas. Można się z tym nie zgadzać, ale to Ameryka tworzy ogólnoświatowe trendy, a zwłaszcza Europa lubi naśladować american dream.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz