poniedziałek, 15 maja 2017

Wynajem czy kupno, czyli jak (nie) zostać gołodupcem

Temat mieszkania dotyczy nas Wszystkim. Jeśli nie odziedziczyliśmy mieszkania czy domu po rodzicach lub dziadkach, przyjdzie moment zastanowienia, czy nadal wynajmować u obcych czy kupić swoje lokum. Oczywiście, to ostatnie wiążę się z dużym wydatkiem i większość osób jest zmuszona wziąć kredyt na 10-20-30 lat. Czy można jednak być szczęśliwym bez własnego mieszkania czy domu?! Czy da się żyć na wiecznym wynajmie?!


Oczywiście nad plusami zamieszkania we własnych czterech ścianach nie ma się nawet co zastanawiać. Jakie są plusy i minusy mieszkania na wynajmowanych kwaterach, pokojach, stancjach?! Tu bywa różnie. Wiele zależy od naszych oczekiwań i przyzwyczajeń.

Kupno mieszkania wiąże się z dużym stresem

Zwłaszcza, gdy spojrzymy na kredyt. Zwolennicy mówią, że warto się pomęczyć, żyć oszczędniej, by jak najszybciej spłacić raty. Warto też zabezpieczyć przyszłość swoich dzieci, a nawet wnuków. Nie trzeba się tułać po wynajmowanych pokojach, zwłaszcza gdy ma się małe dzieci. Nie musimy być zdani na łaskę właścicieli. Wiele osób jest jednak przerażonych wizją kredytu, bo nie ma co ukrywać, że do kwoty jaką zaciągamy z banku, należy doliczyć jeszcze oprocentowanie i ubezpieczenie, a to może oznaczać około ⅓ dodatkowych kosztów, które doliczymy do kwoty podstawowej.  

Inaczej mogą myśleć osoby, które rodziny nie założyły lub wręcz jej nie planują. Do tego jeżdżą w częste delegację i pół życia spędzają w hotelach. Inni mają niestabilną i co a za tym idzie niebezpieczną sytuację finansową poprzez pracę, którą wykonują, jak i rodzaj umowy (zlecenia, dzieła) oraz przede wszystkim wysokość wypłaty. Takie osoby albo nie dostaną kredytu albo ze strachu w ogóle go nie wezmą. Przeczuwają, że być może być problem z “wyskubaniem” kasy na kolejną ratę.

Ponadto są osoby, które nie chcą ugrzęznąć w jednym miejscu.

Obawiają się, że skoro już gdzieś kupią kawalerkę, większe mieszkanie lub dom, to zapuszczą korzenie. I będą musieli do końca życia mieszkać w jednym miejscu. Dla wielu osób to komfortowa sytuacja, ale dla niespokojnych dusz, które wciąż szukają swojego miejsca na ziemi, może być przytłaczająca. Odbierająca energię do dalszej egzystencji, czy też rozwijania się zawodowo. Przeciwnicy takiego myślenia od razu odpowiedzą, że nawet jeśli żyje się w rozjazdach, to warto mieć swój kąt, aby chociażby naładować ,,akumulatory". Warto im przyznać rację. Ponadto zawsze można sprzedać mieszkanie, a kupić gdzie indziej. Trzeba mieć tylko na uwadze, że mieszkania na parterze i od 6 piętra wzwyż, oraz te pod dachem, sprzedają się trudniej i dłużej. Podobnie jak, te bez balkonu. Dużo też zależy od samej lokalizacji, czy jest to centrum czy obrzeże miasta.

Lepiej więcej niż mniej

W wielu krajach Europy Zachodniej czy też USA młodzi ludzie (20-30 lat) a nawet ci starsi (40-50 lat) wolą wynajmować niż  kupować. Interesuje ich lokalizacja blisko centrum życia zawodowego i towarzyskiego. Rezygnują z obrzeży czy prowincji, na rzecz atrakcyjnej lokalizacji. Niektórzy cieszą się, że będą mieszkać ze współlokatorami, a nie samotnie. Na świecie rośnie ilość singli, ale to nie oznacza, że są samotni. Mogą być co najwyżej wolni. Ci co mają więcej kasy, mają i dom na prowincji (gdzie odpoczywają w weekend) i kawalerkę lub większe mieszkanie, które zamieszkują z innymi w tygodniu, w dużej aglomeracji. To jest oczywiście zdecydowana mniejszość.

Wynajem w Polsce, a za granicą

Niestety ten fragment tekstu będzie lekko tendencyjny. Otóż w Europie Zachodniej czy USA jest znacznie lepiej niż w naszym kraju. Można się z tym nie zgadzać, ale różnice są zauważalne. W Polsce, jeśli chodzi o wynajem pokoju czy mieszkania, najłatwiej mają studenci i absolwenci. Właściciele wolą studentów, bo oni podpisują umowy o najem długotrwały. Czasem na rok, albo i na pieć lat z góry. Przeciwnicy studentów, mówią wprost, że potem mieszkania zmieniają się w chlew lub/i burdel na kółkach.

Po 30 r.ż trudniej znaleźć pokój do wynajęcia, trochę łatwiej-kawalerkę.


Znam to z autopsji, jak i ze zwierzeń znajomych. Kiedyś tzn. mam na myśli czas około 5-10 lat temu, wystarczył tydzień, żeby coś znaleźć. Dwa lub trzy spotkania i można było coś wybrać. Obecnie setki telefonów, castingi na współlokatorów, przesłuchanie przez właścicieli. Ponadto długi czas czekania na odpowiedzi lub niedoczekanie się jej wcale. Dobry miesiąc może zejść na szukaniu dachu nad głową, w postaci tylko jednego pokoju. Zdarza się, że właściciele od tych starszych chętnych tzn. osób koło 30-stki lub trochę po 30-tce, żądają kserokopii umów o pracę, czy zlecenia, wysokości zarobków, dopytują się o stan cywilny, dzieci a nawet o orientację seksualną. W krajach bardziej rozwiniętych niż Polska, takie pytanie mogłoby spotkać się z oskrażeniami o rasizm, dyskryminację, nietolerancję, wrogość, strach itp.


Jednakże, nie ma się co dziwić, jeśli żądają po 800-1000 zł za pokój jednoosobowy (miasta wojewódzkie) to chcą sprawdzić, czy ktoś jest wypłacalny, ale nie powinni interesować się wysokością zarobków. Nieuczciwi właściele potrafią podwyższać czynsz, bo najemca zarabia powyżej średnią krajową. Z drugiej strony dyskryminować osoby o niższych zarobkach. Druga sprawa kwestia kaucji (jako zabezpieczenie mienia, czy też ostatniego m-ca na wynajmie). Teoretycznie powinna wynosić ⅓ wartości czynszu na który się umówiliśmy, ale w praktyce, wygląda to tak, że pierwszego m-ca musisz zapłacić z góry i czynsz, i kaucję w tej samej kwocie. Właściciele mieszkań celowo o niej wspominają (wcale nie chodzi o to, że rozbijesz okno i oni z tej kaucji go naprawią) owszem może się tak zdarzyć, ale także o to, by Cię sprawdzić, czy żyjesz od pierwszego do pierwszego, czy masz po prostu jakieś oszczędności. Na wypadek utraty pracy. Chcą się po prostu zabezpieczyć.


Wracając do zagranicy


Tam Cię nikt nie będzie wypytywał o kwestie rodzinne, osobiste czy seksualne. Za bardzo boją się negatywnych opinii o ciekawskich właścicielach-rasistach. Jeśli płacisz-wymagasz. Gdy wynajmujesz dom, to za pewne masz więcej kasy, i jeśli coś się zepsuje, to raczej naprawisz to z własnej kieszeni, no chyba że umówiłeś się inaczej. Jeśli godzisz się na mniejszą lub większą ,,norę", bo stan twoich euro czy dolarów tylko na to Ci pozwala, to do kogo możesz mieć pretensje. Tylko do siebie. Po za tym, za granicą właściciele lubią tych najemców, co podpisują z nimi umowy na pół roku, rok a nawet dłużej. Bywa, że często jest to pisemna umowa cywilno-prawna która traktuje o wysokości czynszu, lub spłacie czynszu z góry na najbliższe pół roku lub nawet rok z góry.  Ewentualne spory można rozstrzygać w sądach.

,,Po naszemu"

Bez problemu znajdziesz pokój na 3 m-ce, ale czynsz z góry obejmie 2 m-ce.  Bywa, że i bez umowy możesz wynająć pokój lub mieszkanie. Jest to niebezpieczne. W każdej chwili możesz stamtąd wylecieć. Umowa ustna, też Cię nie chroni. Zapłata czynszu do ręki, jest szczytem naiwności. Tylko umowa lub/i przekazy bankowe są w stanie udowodnić, że jesteś pełnoprawnym najemcą. Sprawdźmy opinię o właścicielu, dokładnie sprawdźmy stan mieszkania. Podpisujmy umowy. Bądźmy rozsądni.