wtorek, 6 czerwca 2017

Nie musisz mieć wszystkiego

W kulturze europejskiej pokutuje przekonanie, że jak nic nie masz (ewentualnie byle co) to jesteś nikim. I jeśli w Ameryce nadal panuje kult jednostki, to w Europie-kult rzeczy, a na Karaibach- kult spokoju, szczęścia i minimalizmu. Chyba większość z nas, słyszała piosenkę Lady Pank- Mniej niż zero?! W sumie, to ja znam ją na pamięć bo…DJ-e namiętnie puszczali ją na szkolnych dyskotekach. OK, w klubach dla studentów, też czasem można było ją usłyszeć.
fot.by me


Materialiści
Oni znajdą się pod każdą szerokością geograficzną, ale Europejczycy i Amerykanie na siłę obłowią się wszystkim, co jest modne, żeby tylko się pokazać. Najbardziej przed rodziną i znajomymi. Oczywiście każdy z nas, potrzebuje różnych rzeczy by żyć w cywilizowany sposób. Przyjrzyjmy się jednak kulturze mieszkańców Karaibów, oni sztukę minimalizmu opanowali do perfekcji. Nie obłowią się w rzeczy zbyteczne, bo mają inne podejście do życia. Spokojniejsze, co nie oznacza biedniejsze. Nie szukają szczęścia w rzeczach, a raczej w swoich przeżyciach, doświadczeniach, w swoim sercu. I może dlatego karaibski styl życia tak bardzo przemawia do zmęczonych Europejczyków i Amerykanów.

Powrót do przeszłości
Pamiętam jak jakieś 17 lat temu! byłam na obozie harcerskim. Spaliśmy w wojskowych, wielkich namiotach, a nocą temperatura na prawdę spadała. Było zimno, jak diabli. Nikt nie narzekał. Oczywiście wszyscy jak jeden mąż, uznali że jest cholernie lodowato, zwłaszcza około godziny 4-5 nad ranem. Nikt jednak nie strzelał “focha”. Cieszyliśmy się, że jesteśmy po pierwsze bez rodziców, a po drugie w klimatycznym miejscu. Nigdy w życiu tyle się nie uśmiałam, co podczas kolonii. Ile wysłuchałam żartów, ile fantastycznych historii. Nikt się nie przejmował, że codziennie jemy ten sam dżem (do dziś nie jem wiśniowego!) a na kolację zawsze były parówki lub pasztet. Jak ktoś był wegetarianinem to chyba nie zdziwię nikogo, jak napiszę,  jaki smak dżemu na niego czekał :) Nikt nie szkalował nikogo, że nie ma Conversów, a za to najtańsze tenisówki lub niemarkowe “adidaski”. Tak samo nikt nikogo nie wyśmiewał, że nie ma bikini od Calzedonii (choć ja uważam, że mają najlepsze stroje na świecie) tylko zwykłe “trójkąty” z hali targowej. Podobnie z biżuterią, wszystkie szanujące się panny, miały wtedy wisiorki  z rzemyka, muszelek lub z bursztynów. Nikt nie rzucał się na srebro czy złoto. Nikomu nie chciało się “szpanować”. Liczyło się towarzystwo i dobra zabawa.  Życie było prostsze.
fot.by me 

Jak jest dziś
W pracy nie jest już kolorowo. Prawie każdy przechwala się najnowszym modelem smartfona, iphone’a lub MacBookiem Apple. Jeśli przyjdziesz w nowych butach, większość zapyta: ”co to za marka? a w następnej kolejności, czy są wygodne. Zabierzesz nową torebkę do pracy, to zaglądają nie za tobą! tylko za twoim nowym nabytkiem ("zachodząc w głowę "czy to może nowy Michael Kors, Chanel czy YSL. Oczywiście, nie neguję tych marek, bo są na absolutnym modowym topie, jeśli chodzi o design ale i praktyczność. I są to najczęściej podrabiane marki na świecie. Ważne stało się to, co nosimy, a nie to kim jesteśmy. Kobiety, jak i mężczyźni poprawiają sobie nastrój zakupami.

Podobnie, sprawa wygląda ze wspinaniem się na szczyt kariery zawodowej. Nikt nie chce być szarym pracownikiem. Stąd ciągła rywalizacja o względy szefa/szefowej, konkurowanie z pozostałymi pracownikami. W większości przypadków nie chodzi o to, by stać się lepszym specjalistą w swojej branży, ale o to, by więcej zarabiać, choć to nie musi się wykluczać. Chodzi o kasę i o kupowanie rzeczy, nieruchomości. Pokazywanie, kto ma więcej. Kogo na co stać.

Z życia wzięte
Ze zdumieniem obserwowałam kiedyś kolegów z pracy, którzy podziwiali na parkingu nowe auto naszego kolegi. Widziałam jak na niektórych twarzach rysowała się zazdrość. I szerokie uśmiechy, kiedy ten wóz zarysował. Jeden kumpel, który patrzył z politowaniem "jak odczepiam swojego “górala” i wyskoczył z tekstem: “Słuchaj a czemu nie kupisz sobie samochodu?!” Odpowiedziałam, że nie lubię jeździć samochodem, bo taka jest prawda. To jedyny środek, w którym cierpię na chorobę lokomocyjną! Gdy powiedziałam mu ile lat ma mój rower, a ma już swoje lata (nie jest zardzewiały i wygląda prawie jak nowy), nie mógł uwierzyć. Kolega nie mógł wyjść z podziwu, że dbam o mojego “górala”, tak jak on o swoją Hondę. A co on myślał, że tylko o drogi sprzęt trzeba się troszczyć. A poza tym kiedyś na mojego "górala" wydałam wszystkie oszczędności. I co z tego, że dziś jest mało warty. Jest mój.
fot.by me

Dbam o każdą rzecz, która należy do mnie i tego należy uczyć dzieci od najmłodszych lat.  Dziś ani dzieci, ani rodzice nie mają łatwo. Zabawki szybko się psują, są wykonywane ze słabych materiałów. Zabawka szybko trafia do kosza, dziecko płacze, a rodzice czy dziadkowie mają kolejny wydatek. Producenci powinni zacząć produkować lepsze jakościowo zabawki, bo inaczej zasypie nas plastik. W przyrodzie nic nie ginie, skoro z plastiku powstają ubrania i buty. Recykling jest OK.

Natomiast ciągłe kupowanie i wyrzucanie, i znów kupowanie jest iście wnerwiające. Dlatego większość z nas powinna się w końcu uspokoić z tym pędem zakupowym, i żądać od producentów porządnych produktów. Takich, aby starczały na lata. Warto się zastanowić, ile czasu w ciągu miesiąca, roku, lat tracimy na zakupy. I jeśli nie musimy mieć wszystkiego, to jeśli już coś się nam zamarzy, niech będzie solidne. Inaczej zakupoholizm pogrąży wszystkich, a i tak dalej nie będziemy mieć tego, co jest nam naprawdę potrzebne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz