środa, 21 czerwca 2017

Pułapka spontaniczności, impulsywności i planów

Czasem działamy pod wpływem chwili. Innym razem zastanawiamy się godzinami, dniami, tygodniami, miesiącami, latami nad niektórymi przedsięwzięciami (niezależnie czy dotyczą życia osobistego, rodzinnego czy zawodowego). Wszystko zależy od tego, czy potrafimy być spontaniczni lub impulsywni czy też podporządkowani planom. Duży wpływ ma na pewno otoczenie, ranga wydarzenia, doświadczenia z przeszłości. Społeczeństwo i rodzina wymaga, od ludzi wkraczających w dorosłość lub już dorosłych, decyzji w miarę szybkich i co najważniejsze przewidywalnych. W praktyce bywa różnie, nawet jeśli coś wydaje się być podobnym.  
 
fot.by me
“Jesteśmy odpowiedzialni za to, co zrobimy, ale także za to, czego nie zrobimy” Molier.

Spontaniczność dzieli się na tę pozytywną i negatywną w formie impulsywności. Uściślając impuls i  “spotan” to nie są synonimy, mimo że może się tak wydawać. Można być spontanicznym (działać instynktownie) ale nie impulsywnym (nadmiernie reagować, nieodpowiednio do sytuacji, narażając zdrowie lub/i życie swoje lub innych). To także brak kontroli nad swoim zachowaniem i chwiejność w podejmowaniu decyzji. Spontaniczność bywa kojarzona z prawdziwością, szczerością, otwartym sercem, elastycznością, entuzjazmem. Spontaniczność nie zawsze może się skończyć sukcesem, ale zbliża się do jego osiągnięcia. Z kolei, impulsywność kojarzy się z zamętem, chaosem, destabilizacją i brakiem zrozumienia. Oczywiście w zależności od sytuacji, spontaniczność może przynieść pozytywne rezultaty lub zgubne skutki. I nie jest, jak niektórzy sądzą: czymś pomiędzy strachem a głupotą.

Spontaniczność a plany
Wiele osób bez snucia planów nie wyobraża sobie życia. Inni natomiast, są tak zmęczeni planowaniem, że życie “na spontanie” ratuje ich od rutyny, nudy, a nawet depresji. Spontaniczność pozwala odetchnąć, a czasem gdy sukces przyjdzie znienacka, pozwala bardziej się nim cieszyć. Dużo też zależy od konkretnej osobowości. Są osoby, które nienawidzą odhaczać kolejnych punktów na planie swojego życia. Pozwalają sobie na płynięcie z prądem, przy zachowaniu głównych postanowień,  z możliwością  drobnych korekt.

Z życia wzięte
Zachowania impulsywne różnią się od tych spontanicznych, a także od tych zaplanowanych z góry. I co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Bywają jednak sytuacje trudne i wymagające zastanowienia się np. dotyczące przeprowadzki do innego miasta, zmiany charakteru pracy, zaręczenia się i wzięcia ślubu, czy też opuszczenia partnera. W wielu przypadkach, dobry plan to połowa sukcesu. Można iść oczywiście na żywioł, ale w sytuacjach, w których waży się nasze być lub nie być warto przemyśleć plusy i minusy.

Wiele osób (i co zauważyłam nie tylko młodych) zaręcza się w bardzo spontaniczny sposób, a im bliżej daty ślubu (jeśli w ogóle jest wyznaczona) zaczynają mieć poważne wątpliwości. Oczywiście nie wszyscy. Czasem odwołują ślub, na miesiąc, tydzień lub dzień przed ceremonią (znam kilka takich osób!). Bywa, że niektórzy od początku nie byli pewni tej osoby, a zaręczyli się by spełnić marzenie rodziców, partnera czy nawet przyjaciół. Sugerowali się opiniami, że już czas, bo wiek, bo nie ma na co czekać, albo że nikt inny  już się nie trafi. Wszyscy Ci doradcy zachowywali się tak, jak by już nic dobrego miało się w tym życiu nie wydarzyć. Ich rady były zbyt impulsywne i nasycone negatywami. Inni też zgodzili się na zaręczyny, by sprawdzić, czy odnajdą się w nowej sytuacji, jaką jest narzeczeństwo. Pozostali chcieli wejść,  jak to mówią “stare lisy” na wyższy poziom w związku. Z różnym skutkiem.
Są też tacy, co nie chcą wyjść na osoby o innej (czyt. niepożądanej przez otoczenie, w którym przebywają) orientacji seksualnej, więc biorą ślub, by uciszyć czyjeś domysły. I wcale nie mam tu tylko na myśli osób homoseksualnych, bo i śluby takich osób się odbywają. I reszta społeczeństwa nie powinna się wtrącać w szczęście oraz prywatny świat konkretnej pary. To moja prywatna opinia, jako osoby heteroseksualnej i tolerancyjnej.

W przypadku zmiany pracy, impulsem jest wysyłanie nieograniczonej liczby CV-ek, do prawie każdej firmy, licząc na to, że ktoś się odezwie. Spontanem jest określenie jasno, co potrafię i czego mogę się jeszcze nauczyć, dlatego wysyłam tylko do firm, w których się widzę jako pracownik, ale bez konkretnych dat, co i jak, i do kiedy. Wysyłanie dokumentów aplikacyjnych według wcześniejszego planu, obejmuje to, co w spontanie, ale z rozpisaniem co do dnia, tygodnia, miesiąca oraz konkretną ilość wysłanych CV-ek do sprawdzonych firm.

W przypadku  przeprowadzki
Zachowaniem impulsywnym może być wyjazd z walizką, bez umówionego miejsca i godziny. I szukanie na żywioł, a nuż się coś złapie. Czasem może zadziałać. Spontanem jest szybkie umówienie się w dokładane miejsca i godziny, i w razie niepowodzenia, poszukiwanie alternatywnych miejsc, ale bez nastawiania się na tak, lub nie. Szukanie, ale na tzw. luzie. Bez wewnętrznego przymusu, ale z małą nadzieją, że się uda. W przypadku solidnego planu A, a może nawet B, czy C, właściwie wszystko robimy automatycznie. I raczej nie ma szans, aby się nie udało. Chociaż i najlepszy plan może zawieść.


Jak jest u Was, czy działacie spontanicznie, impulsywnie czy może tylko według planu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz